
Kontakt
Jak wybrać aparat cyfrowy
Kupno aparatu cyfrowego wbrew pozorom wcale nie jest prostą sprawą. Kiedy wchodzimy do sklepu i widzimy całą ścianę pełną sprzętu fotograficznego różnych producentów, nietrudno o zawrót głowy. Czym więc kierować się przy wyborze cyfrówki?
Kiedy zapytamy znajomych, jaki aparat fotograficzny powinniśmy kupić, jedni odpowiedzą, że taki, który ma dużo megapikseli, inni, że taki który ma duży zoom, jeszcze inni, że taki który ma porządną baterię, lampę błyskową czy wyświetlacz. Pojawią się takie pojęcia jak ISO, matryca, migawka, przysłona, które amatorom nie mówią zbyt wiele. Kiedy zapytamy sprzedawcę w sklepie fotograficznym o radę, odpowie zazwyczaj „to zależy co będą Państwo fotografowali”, ale przecież aparat, który chcemy kupić, ma robić zdjęcia wszystkiego co nas zainteresuje. W dziesięciu krokach spróbujemy opowiedzieć o tym, na co warto zwracać uwagę kupując aparat cyfrowy.

Krok1: Ustalenie możliwości i potrzeb
Pierwszą rzeczą jaką musimy ustalić to kwota, jaką możemy przeznaczyć na sprzęt fotograficzny. Ceny aparatów kompaktowych wahają się od kilkuset do ponad 2 tysięcy złotych. Uzasadnienie wyboru najtańszego i najprostszego aparatu „bo ja tylko w wakacje czasem popstrykam” bardzo szybko okazuje się nieaktualne. Po krótkim czasie od obejrzenia pierwszych zrobionych zdjęć zaczniemy żałować, że nie wydaliśmy na lepszy sprzęt o kilkaset złotych więcej.
Krok 2: Nieuleganie magii mega pikseli
Kiedy ustalimy przedział cenowy oraz rodzaj aparatu, nadchodzi czas zapoznania się z ofertą producentów. W tym celu należy obejrzeć modele, które spełniają nasze warunki. Na co jednak zwracać szczególną uwagę? Najczęściej spotykanym błędem wśród osób zainteresowanych kupowaniem sprzętu fotograficznego jest ślepa wiara w megapiksele. Warto jednak wiedzieć, że dla przeciętnego użytkownika, wykorzystującego aparat cyfrowy do typowych zastosowań, ilość megapikseli praktycznie nie ma znaczenia. Do celów amatorskich w zupełności wystarczą 3-4 megapiksele. Można z takich plików wydrukować zdjęcia o rozmiarze 10×15 cm albo 13×18 cm. Dużo ważniejszą sprawą jest fizyczna wielkość matrycy, czyli przestrzeń, na której te piksele są „poupychane” oraz jakość optyki.
Krok 3: Zoom i stabilizacja obrazu
Czy większa krotność zoomu oznacza lepszy aparat? Nie. Zoom decyduje o uniwersalności aparatu, ale nie o jego jakości. Należy też pamiętać, że wartościowy jest dla fotografa zoom optyczny, a nie cyfrowy. Informacja o zoomie ma postać albo krotności np. 10x albo podania zakresu ogniskowych np. 18-51 mm (najlepiej by dolny zakres był jak najmniejszy – wtedy mamy aparat szerokokątny, a górny – jak największy – wtedy mamy największe przybliżenie). Jeśli producent nie pisze nic na ten temat, to niemal na pewno aparat ma stałą ogniskową, czyli jest bez zoomu. Najprostsze aparaty cyfrowe mają zoom 3-krotny. Do aparatów z dużym zoomem niezbędnym dodatkiem jest stabilizator. Powoduje on, że aparat staje się mniej podatny na ruchy ręki. W efekcie zrobimy mniej poruszonych zdjęć.
Krok 4: ISO
Czułość filmów i aparatów cyfrowych wyrażana jest w jednostkach ISO: 50, 100, 200, 400, 800, 1600 lub 3200. Im mniejsza wartość ISO tym matryca jest mniej wrażliwa na światło i potrzeba go więcej do prawidłowego naświetlenia zdjęcia. Wyciśnięcie z matrycy większej czułości oznacza wzmocnienie sygnału, który się na niej pojawia, co z kolei pociąga za sobą szumy, czyli zakłócenia objawiające się widocznymi pikselami sprawiającymi, że zdjęcie jest bardziej ziarniste. Aparat cyfrowy powinien posiadać jak największy zakres czułości przy jak najniższych szumach.
Krok 5: Wyświetlacz i bateria
Ważną cechą każdego aparatu jest jasny wyświetlacz LCD. Obecnie standardowym rozmiarem ekranu w aparacie cyfrowym jest ekran o przekątnej 2,5 – 3,5 cala. Duży wyświetlacz oznacza większe zużycie prądu. Warto więc przy wyborze aparatu z dużym ekranem LCD sprawdzić pojemność baterii. Standardowa liczba zdjęć wykonanych po jednym naładowaniu to ok. 300, są jednak na rynku dostępne baterie jonowo-litowe umożliwiające wykonanie do 1000 zdjęć.
Krok 6: Lampa błyskowa
Jeśli robimy dużo zdjęć w pomieszczeniach, warto zwrócić uwagę na parametry lampy błyskowej. Musimy mieć możliwość zarówno włączenia lampy błyskowej, gdy aparat sądzi, że jest ona zbędna, jak i wyłączenia, gdy jest on przekonany, że należy ją użyć. Dobrze, by lampa miała również opcję usuwania efektu czerwonych oczu, bo w wypadku kompaktów, gdzie lampa błyskowa położona jest bardzo blisko osi optycznej obiektywu, jest on szczególnie uciążliwy.
Krok 7: Kamera w aparacie
Możliwość rejestrowania filmów wideo jest zazwyczaj lekceważona przez profesjonalistów, którzy do tego celu mają oddzielną kamerę. Jednak dla zwykłego, amatorskiego fotografa jest to często cecha bardzo cenna, bo nie każdy ma ochotę nosić wszędzie aparat i kamerę, nie mówiąc już o kosztach zakupu obu sprzętów. Standardowe wideo w aparacie cyfrowym to zapis 15 klatek w rozdzielczościach 320 x 240 pikseli z limitem czasu zapisu lub VGA (640 x 480) z prędkością 30 klatek na sekundę. Część nowszych aparatów cyfrowych rejestruje filmy w jakości HD (1280 x 720) z prędkością 24 klatek na sekundę.
Krok 8: Menu
Wygodne menu aparatu to element szczególnie ważny dla początkujących. Wszystkie opcje powinny być łatwo dostępne (zwłaszcza te często wykorzystywane np. samowyzwalacz) i logicznie pogrupowane. Użytecznym elementem, na który należy zwrócić uwagę, to oddzielny przycisk nagrywania filmu znajdujący się w obudowie aparatu.
Krok 9: Tryby aparatu
Jeśli dobieranie parametrów takich jak ogniskowa, przysłona, ekspozycja wydaje się zbyt trudne, warto posiłkować się trybem automatycznym lub programami tematycznymi. Programy zawierają automatyczne ustawienia umożliwiające wykonywanie zdjęć różnych obiektów w określonych warunkach. Warto zwrócić uwagę na kilka podstawowych. Program Krajobraz umożliwia uzyskanie ostrych, barwnych zdjęć krajobrazów. Program Portret służy głównie do wykonywania zdjęć będących portretami. Ze względu na charakterystyczne dla niego ustawienia, jest on przeciwieństwem programu krajobraz.
Program Makro umożliwia wykonywanie zdjęć obiektów, które zostają w taki sposób powiększone, że zapełniają cały kadr. Program Sport umożliwia wykonywanie zdjęć poruszających się obiektów. Przy tej funkcji aktywne jest ciągłe nastawienie ostrości. Ostateczny efekt na zdjęciu w dużym stopniu zależy od tego, w jakim kierunku porusza się fotografowany obiekt oraz od czasu naświetlania zdjęcia. Program Zdjęcia Nocne umożliwia wykonywanie głębokich, wyważonych ujęć nocnych, w których naturalne oświetlenie zostaje zrównoważone ze światłem błyskowym. Do wykonania ujęć nocnych potrzebny jest statyw – jest to związane przede wszystkim z długim naświetlaniem. Niektóre aparaty oferują także dodatkowe funkcje np. zdjęcia w sepii, matowienie cery przy portretach, a nawet fotomontaże polegające na wklejeniu fragmentu zdjęcia do innej fotografii lub nałożeniu sekwencji ruchów na jednym obrazie.
Krok 10: Akcesoria i oprogramowanie
Akcesoria i oprogramowanie dołączone do aparatu – pojemna karta pamięci, dobre sterowniki do różnych systemów operacyjnych, oprogramowanie – to wszystko może nam zaoszczędzić dodatkowych kosztów i starań.
Kiedy już wybierzemy aparat dla siebie, pozostanie nam już tylko go kupić i cieszyć się robieniem zdjęć. Jeśli ktoś jednak nie ma umiejętności ani podstawowej wiedzy, trudno będzie mu robić dobre zdjęcia, a za niepowodzenia będzie obarczał sprzęt. Osoba, która poświęci trochę czasu teorii i posiada choć odrobinę wyobraźni i talentu, nawet z najprostszego aparatu jest w stanie zrobić niesamowity użytek. Dlatego warto interesować się fotografią, by samemu robić jak najciekawsze zdjęcia, bez względu na używany sprzęt.
Pecet, laptop a może All – In – One?
Wyobrażenie sobie życia bez komputera jest wręcz niemożliwe a obsługi peceta uczą się przedszkolaki, jak i seniorzy. Szerokopasmowy dostęp do internetu jest coraz popularniejszy, a to sprawia, że komputery przestają być wyłącznie narzędziem pracy i zabawy, a stają się multimedialnym centrum, domową encyklopedią, książką kucharską, urządzeniem do tanich zakupów i komunikacji.
Jednak każdy z nas wykorzystuje komputer do innych celów i nie każdy komputer będzie dobrze spełniał każdą rolę. Kupując komputer, nie warto więc tak bardzo skupiać się na jego podzespołach, a znacznie więcej uwagi poświęcić na wybór odpowiedniego typu komputera.
Komputer kojarzy się użytkownikowi zazwyczaj z prostokątną skrzynką, do której podłączamy monitor, klawiaturę i mysz – a więc był urządzeniem typu desktop. Wybór ograniczał się do wyboru wielkości obudowy, monitora i akcesoriów (klawiatury i myszy). Dziś komputery biurkowe coraz częściej zastępowane są przez bardziej mobilne, zajmujące znacznie mniej miejsca i oszczędniejsze laptopy.
Laptop – mobilny pecet o szerokim spektrum zastosowań
Notebook z 15-calowym ekranem zdobywa coraz wiekszą popularność stając się w niektórych grupach docelowych królem. Jednak na rynku pojawiają się nowi gracze – netbooki i urządzenia all-in-one Desktopy pozostają ciągle popularne w biurach, gdzie nie trzeba przenosić komputera, u graczy wymagających maksymalnej wydajności i w niektórych zastosowaniach profesjonalnych.
Podjęcie decyzji o kupnie komputera przenośnego nie jest proste. Modele z 15-calowymi ekranami zapewniają rozsądny kompromis pomiędzy wygodą pracy, wydajnością, mobilnością a ceną, ale nie są one ideałem w żadnej z tych kategorii. Dlatego rynek komputerów przenośnych zaczął się dzielić i pojawiły się duże notebooki z ekranami 16-19 cali, których zadaniem jest zastąpienie typowego domowego desktopa. Mają one zwykle wydajne konfiguracje, bardzo pojemne dyski twarde oraz dość duże wyświetlacze zapewniające przyzwoity komfort pracy. Za to trudno je nazwać mobilnymi, gdyż ważą kilka kilogramów, a ich baterie wytrzymują rzadko dłużej niż 1,5 godziny niezbyt intensywnej pracy. Rynek laptopów atakowany jest przez netbooki, które wyrastają z wieku niemowlęcego, obarczonego wieloma wadami, i stają się coraz bardziej multimedialne i użyteczne. Początkowo stosowano w nich ekrany o przekątnych 7-9 cali, bardzo słabe karty graficzne, a standardowe baterie wystarczały na 2-3 godziny pracy. Dziś kupimy netbook z ekranem 11 cali, dość wygodną klawiaturą, odtwarzający filmy Full HD i działający na baterii 5-7 godzin. Przy niewielkich wymiarach i wadze stają się one idealnym urządzeniem mobilnym.
All-in-one zamiast poczciwego blaszaka
Urządzenia tego typu całą elektronikę mają zamkniętą w obudowie monitora. Zależnie od konfiguracji możemy mieć szybki, choć drogi komputer all-in-one lub all-in-one o wydajności taniego netbooka. Coraz częściej wygodnym elementem all-in-one’ów są dotykowe ekrany, które ułatwiają obsługę i sprawiają, że taki pecet jest idealny do wykorzystania nawet w kuchni. Komputer tego typu stosunkowo łatwo jest też przenieść, co w wypadku komputera stacjonarnego jest w zasadzie niemożliwe.

Jaki komputer wybrać? Oto jest pytanie.
Cena jest jednym z głównych kryteriów przy zakupie komputera. Kupujący szuka możliwie najtańszego produktu, spełniającego określone wymagania. Niestety, planując zakup peceta, musimy się liczyć z dość znacznym wydatkiem. Aktualnie w podobnej cenie znajdziemy notebook i stacjonarny komputer. Pozostaje pytanie, co wybrać? Nasz komputer może być wyposażony w szybki dwurdzeniowy procesor, zintegrowaną kartę graficzną i dysk twardy o przeciętnej pojemności, natomiast notebook w podobnej cenie będzie miał na pewno słabszy procesor i mniejszy ekran, ale będziemy go mogli używać również poza domem.
Oba urządzenia sprawdzą się w przypadku korzystania z internetu i aplikacji biurowych oraz w prostych zadaniach multimedialnych. Stacjonarny pecet ma sporą przewagę nad tanimi laptopami w każdej chwili możemy go rozbudować. Wydając kilkanascie złotych na kartę graficzną, przystosujemy nasz komputer do nowych gier.
Szukając taniego komputera, z pewnością trudno nam będzie przejść obojętnie obok półki z netbookami. Za miniaturowy laptop zapłacimy nieco mniej niż za pełnowymiarowy notebook czy komputer stacjonarny, netbook nie może jednak pełnić roli jedynego komputera w domu. To typowo przenośne urządzenia, dość wolne i często niewyposażone w napęd optyczny. W dużej rodzinie dodatkowy komputer jest tak samo potrzebny, jak drugi telewizor. Bardzo często zdarza się, że domownicy w jednym czasie muszą skorzystać z peceta – w takich wypadkach trudno o zgodę. Jedynym wyjściem z sytuacji jest kupno drugiego komputera. Nie warto jednak inwestować w stacjonarny pecet, znacznie lepszym rozwiązaniem jest niewielki notebook. Komputer taki nie musi być wydajną maszyną, ważne, aby pozwalał na korzystanie z internetu i wykonywanie podstawowych zadań.Taki niewielki notebook wyposażono w matrycę o przekątnej 13,3 cala zapewnia wystarczająco wysoki komfort pracy, a niezaprzeczalną zaletą takiego laptopa są niewielkie wymiary i waga. Idealnym miejscem do pracy jest miękka kanapa lub wygodny fotel. Gdy komputer zamierzamy wykorzystywać głównie do przeglądania stron internetowych, warto zastanowić się nad kupnem tableta Klawiaturę i touchpad możemy w nim ukryć pod obrotowym, czułym na dotyk ekranem. Ważne, aby kupiony przez nas tablet wyposażony był w system Windows 7, który wspiera obsługę komputera za pomocą dotykowego wyświetlacza. Jeżeli natomiast planujemy czasem wykorzystywać dodatkowy komputer do pracy lub multimediów, powinniśmy zastanowić się nad kupnem typowego 15-calowego laptopa z dwurdzeniowym procesorem i dobrą kartą graficzną.
Komputer do wszystkiego to marzenie każdego kupującego. Czy niezbyt drogi pecet może spełnić typowo domowe i biurowe wymagania? Okazuje się, że tak. Wbrew powszechnie panującym opiniom, najbardziej uniwersalnym komputerem w optymalnej cenie jest laptop. Ceny komputerów przenośnych są coraz bardziej konkurencyjne w stosunku do stacjonarnych pecetów, do których musimy dokupić monitor i pozostałe akcesoria. Także pod względem funkcjonalnym notebook wypada lepiej. Możemy go zawsze zabrać ze sobą, a moc obliczeniowa, jaką oferuje, wystarczy do większości zastosowań.
Dla tradycjonalistów dobrym wyborem będzie typowy stacjonarny pecet. Ma on wydajniejszy niż w notebookach procesor, pojemny dysk twardy i dobraną według zastosowań kartę graficzną.

Ciekawą alternatywą dla stacjonarnych pecetów są nowoczesne komputery typu all-in-one. Są to urządzenia, w których wszystkie podzespoły zamontowane są wewnątrz obudowy monitora.. Jest znacznie mniejszy od typowego peceta i wygląda bardzo nowocześnie. Za godzinę przychodzą goście. Uwijamy się jak w ukropie. Tylko jak robiło się to ciasto na knedle? Ano tak, jak podają wyniki wyszukiwania w Google. Wystarczy uruchomić komputer i za chwilę mamy do dyspozycji kilkaset gotowych przepisów. Niewielki komputer typu all-in-one który postawimy na kuchennym blacie, jest w stanie nie tylko wyszukać dla nas przepisy, ale też pozwoli pani lub panu domu zamówić wszystkie potrzebne specjały w internetowym sklepie, a do tego pozwala cały czas być w kontakcie z przyjaciółmi. Komputery all-in-one mają w ofercie wszyscy więksi producenci pecetów – ACER, ASUS, MSI, BenQ i HP. Ich ceny zależą od wielkości i typu ekranu (dotykowy) i zastosowanych komponentów. Do kuchni czy garażu wystarczy nam jednak nawet prosty model zbudowany na podstawie taniego i mało wydajnego procesora Intel Atom.
Nowoczesne, pełne realizmu i wspaniałych efektów specjalnych gry wymagają od komputera olbrzymiej mocy obliczeniowej. W zastosowaniu tym nie sprawdzi się najtańszy, kupiony w supermarkecie pecet. Komputer do gier musi być urządzeniem wyposażonym w wydajne podzespoły: nowoczesną kartę graficzną, szybki dwurdzeniowy procesor i sporo GB pamięci operacyjnej.
Osoby, którym zależy jednak tylko na graniu, powinny rozważyć kupno konsoli do gier, na przykład SONY PLAYSTATION 3. Wydając dwukrotnie mniejszą kwotę niż na komputer, mamy gwarancję, że nawet nowe gry będą zawsze sprawnie działały. Niestety, gry na konsole są dość drogie.
Notebooki to z założenia przenośne urządzenia, niestety, nie każdy model nadaje się do pracy w terenie. Typowo mobilny komputer powinien być niewielki i długo działać na bateriach. Urządzenie takie służy zwykle do prostych zadań. Powinno umożliwić pracę w internecie i sprawną obsługę pakietu biurowego. Niewielki komputer umili nam również długą podróż, moc obliczeniowa, jaką oferuje, jest wystarczająca, by oglądać na nim filmy. Notebook, który zmieści się do plecaka lub damskiej torebki, powinien mieć ekran nie większy niż 11 cali i wagę w granicach 1 kilograma. Niestety, im mniejsza matryca, tym mniejsza klawiatura, co przekłada się na niższy komfort pracy z urządzeniem. Jeśli zamierzamy netbook wykorzystać do wyświetlania filmów na ekranie telewizora, warto wybrać. wydajniejszą kartę graficzną i złącze HDMI. Gdy z komputera będziemy korzystać w terenie tylko sporadycznie, możemy oczywiście wybrać niemal dowolny notebook – pod warunkiem, że nie będzie miał ekranu większego niż 16 cali.
Osoby, które oczekują minimalnych wymiarów, mogą postawić na zaawansowany telefon komórkowy – na przykład Google G1 z systemem Android . Oferuje on użytkownikowi możliwość korzystania z sieci WWW, pozwoli również na wykonanie prostych prac w edytorze tekstu czy arkuszu kalkulacyjnym.
League of Legends – spojrzenie na grę innym okiem
Tego co dzieje sie w League of Legends opisać jako krwawy inaczej się nie da. Oto własnie sporzenie z tej perspektywy.
League of Legends (w skrócie LoL) często przyrównywany jest do Defense of the Ancients (w skrócie DotA). Gra Riot odbiega jednak trochę od pierwowzoru. W klasycznej Dotcie Bohaterowie obydwu drużyn przemierzając jeden z trzech korytarzy łączących obydwie bazy zajmowali się, przynajmniej na początku, głównie wspieraniem ofensywy swoich sił. Walki Gracz vs Gracz były, ale nie były one, przynajmniej przez spory czas, najważniejszym składnikiem rozgrywki.
I to mnie uderzyło w LoLu – od początku do końca jest on nastawiony na walki z innymi bohaterami. Potwory pełnią rolę czysto marginalną i jedynie w bardzo rzadkich sytuacjach mogą być postrzegane jako zagrożenie, a nie tylko źródło złota i punktów doświadczenia. Już w pierwszych minutach gracze próbują podejść siebie nawzajem, kryją się w krzakach i czekają, aż ktoś nieopatrznie zapędzi się za daleko. Wtedy następuje szybki atak. Umiejętności idą w ruch. Kilka sekund i już wiadomo, która strona zaczyna przeważać. Przegrywający próbuje uciekać, ale czy mu się uda?
Bohaterów do wyboru mamy sporo. Oprócz wyglądu różnią się statystykami i umiejętnościami, które przesądzają o funkcji, jaką mogą pełnić na polu bitwy. Te są dość klasyczne – mamy żołnierzy, którzy mogą wytrzymać zmasowany atak, zabójców specjalizujących się w unicestwianiu wrogów oraz bohaterów wspierających, którzy niosą pomoc. Niektórzy czempioni udostępniani są graczom za darmo (z czego są poddawani rotacji), resztę zaś trzeba zakupić za zebrane podczas gry punkty lub prawdziwą kasę.
Rozgrywki odbywają się głównie w trybach 3 na 3 i 5 na 5. Biorąc pod uwagę specyfikę herosów, teoretycznie skład drużyny jest kluczowy. Jak to jednak bywa w rozgrywkach dowolnych, każdy gra kim chce i nikt (ze mną na czele) nie pali się do wspierania innych. Drużynowa współpraca, w rozgrywkach 5 na 5 wymuszona poniekąd konstrukcją mapy, jest taka sobie. A szkoda, bo rzut okiem na charakterystykę czempionów pokazuje, że może ona dać bardzo wiele.
League of Legends
Dla przykładu - część bohaterów ma możliwość ogłuszania wrogów. Można by więc stworzyć „lotny” zespół składający się z zabójcy i bohatera posiadającego wspomnianą umiejętność. Mogą polować na samotnych herosów, ale i mogą reagować na zmasowany atak przeciwnika. Najważniejsze jest to, aby szybko uderzali w jeden cel. Ogłuszonego wroga można bardzo szybko wyeliminować wykluczając go z gry na jakiś czas i zyskując jednocześnie sporo gotówki, która z pewnością się przyda. Za nią bowiem kupujemy ekwipunek.
O sile naszego bohatera decyduje w sumie pięć czynników. Pierwszym są jego umiejętności. Musimy je poznać dobrze, aby być w stanie zdecydować, które najlepiej rozwinąć w pierwszej kolejności i kiedy ich najlepiej użyć. Drugim są dwa zaklęcia, które możemy dobrać niezależnie od wybranego herosa. Średnio potężne przydają się tylko raz na jakiś czas, ale mogą wtedy przesądzić o losach pojedynku. Trzeci to drzewko umiejętności. Modyfikowane poza właściwą rozgrywką pozwala nam rozdysponować punkty na różnorakie bonusy. Czwarty to ekwipunek – w sumie najważniejszy sposób poprawiania statystyk herosa. Piąty to runy, ale z racji dość niskiego poziomu nie miałem z nimi jeszcze styczności. Dają one pewne bonusy, ale trzeba je zakupić za walutę gry.
Brzmi to wszystko skomplikowanie? Bo takie jest. Często trudno zdecydować, jakie przedmioty lub umiejętności przydadzą się nam najbardziej. Dlatego warto odwiedzić mobafire.com , na której gracze dzielą się swoimi propozycjami rozwoju herosów. Oceniane przez innych, są ogromną pomocą dla nowicjuszy.
LoL jest grą bardzo wciągającą. Po zagraniu paru meczów nie dziwcie się, że wokół tego tytułu wyrosła spora scena e-sportowa. Walki z przeciwnikami są bowiem naprawdę emocjonujące. Element zaskoczenia jest niezwykle ważny. Umiejętność szybkiego ataku w kilka osób często decyduje o wyniku starcia. Niemal każdej walce towarzyszą duże emocje, bo przy podobnym poziomie znajomości gry o jej wyniku decydują głównie umiejętności.
League of legends gameplay pl
Nieraz ciśnienie skacze, kiedy musimy odeprzeć niespodziwany atak albo kiedy pokonany wróg ucieka z kilkoma punktami życia. Wtedy pozostaje tylko puścić wiązankę przekleństw w kierunku tego tchórzliwego chama, zwalonego balansu gry, głupich twórców i powalonych fundamentów, na których ten świat stoi. Sporo bywa jednak momentów satysfakcji, kiedy to my zaskoczymy wroga lub cudem umkniemy. Wtedy chwalimy wszystkich, a siebie najbardziej. I dla tych wszystkich emocji, od złych po dobre, gram w LoLa.
Wielki powrót legendy mocnego uderzenia – ILLUSION
Jeden z najważniejszych zespołów w historii polskiego rocka – Illusion – powraca w oryginalnym składzie: Tomasz Lipnicki, Jerzy Rutkowski, Jarosław Śmigiel i Paweł Herbasch.Muzycy ukończyli pracę nad nowym singlem, który będzie dodany do wychodzącej we wrześniu płyty „The best of“.
Jesień przyniesie fanom ich twórczości serię trzech wyjątkowych koncertów, w czasie, których zostanie zarejestrowane wydawnictwo dvd, a jego produkcja i zaawansowanie multimedialne wyznaczą nowe standardy na Polskim rynku fonograficznym.
01 październik – Spodek – Katowice
05 listopad – Ergo Arena Sopot – Gdańsk
25 listopad – Torwar – Warszawa
Po koncercie trójmiejskiej formacji Illusion w Spodku 01 października można powiedzieć jedno: „Panowie, czapki z głów!”. Muzycy twierdzą, że nie jest to reaktywacja, jednak reakcja publiczności pokazała, że na zespół ciągle czeka puste miejsce w polskim rocku.
Illusion – Solą w oku
Flapjack – Troubleman – Katowice – 01.10.2011
ILLUSION – NÓŻ live – Katowice 2011
ILLUSION feat GUZIK – WOJTEK live – Katowice 2011
Red Hot Chili Peppers – młodzi duchem i ciałem.
Nie podlega dyskusji, że Red Hot Chili Peppers to ikona współczesnego rocka alternatywnego: grają od ponad 25 lat i przez ten czas wydali 9 genialnych płyt, które wbiły się w pamięć nie tylko smakoszom gatunku, lecz również osobom interesującym się muzyką ‘na poważnie’ – to w końcu jeden z tych zespołów, które hurtowo tworzą klasyki. Po ostatnim Stadium Arcadium i małym zamieszaniu w składzie zespołu nadszedł czas na świeżego. Nowość utrzymana w starym stylu, to fakt, ale czy równie przełomowa jak większość poprzedników?
I’m with You, tak się zwie dziesiąte studyjne wydawnictwo amerykańskiego bandu Red Hot Chili Peppers. Zawiera ono 14 ciekawych tracków wydanych pod patronatem wytwórni Warner Bros., które albo są klimatyczne, albo melodyjne, albo po prostu charyzmatyczne. Wniosek: nie jest to już dokładnie to samo co kiedyś, ale Redhoci i tak są w formie, co udowadniam poniżej.
Klimatyczne? Większość utworów jest bardzo wesoła i dynamiczna, przez co wprowadza nas w stan zadowolenia, co, nie da się ukryć, jest ogromnym plusem – w końcu piosenki w pozytywny sposób oddziałują na psychikę słuchaczy. W odróżnieniu od poprzednich płyt nie ma tu zbyt wielu utworów typowo melancholijnych, co tym razem traktuję jako zaletę – czasami dobrze posłuchać czegoś do bólu spójnego i podobnego, a jednocześnie nie powtarzalnego.
Melodyjne? Bo nawet jak coś nie wprowadza nas w dobry nastrój to wpada w ucho i nie chce wypaść. Na pewno znajdzie się tu przynajmniej jeden numer, który będzie nas prześladował przez najbliższy czas.
Charyzmatycznie? Przez ostatnie dwa dziesięciolecia papryczki często zmieniali swój skład, były kłótnie i choroby, ale nigdy nie wpływało to na ich muzykę – zawsze grali na podobnym poziomie, wyrabiając swój niepowtarzalny styl, od którego bije pewny rodzaj energii, wewnętrznego luzu i po prostu ‘fajności’. Jest on obecny również na najnowszym krążku i to kolejny powód dla którego warto rzucić na niego uchem.
Co do liryki, to muszę przyznać, że nie wywołała we mnie skrajnych emocji – jest przede wszystkim o miłości, całe szczęście, że nie dosłownie, bo ten temat zaczyna się robić nudny. Nie wiem, czy to plus czy bardziej minus, ale tekst jest napisany bardzo luźno, bez sztywnych gadek i sztucznych mądrości (czyli to chyba dobrze), więc jakbym musiał krótko podsumować warstwę tekstową, to napisałbym, że jest to pieprzenie o niczym w dość dobrym wydaniu.
Red Hot Chili Peppers – Factory Of Faith [HD]
I’m with you jest pozbawiony przeciętniaków: zawiera same numery dobre i bardzo dobre. Do tych ostatnich mogę zaliczyć Monarchy of Roses, Factory of Faith oraz Ethopia, czyli chwytliwy podkład razy 3. Jednak ten album jest na tyle specyficzny (chociaż teoretycznie wszystkie takie są), że każda osoba może zwrócić uwagę na coś całkowicie innego, a tutaj wyborów punktu widzenia jest trochę.
Red Hot Chili Peppers – Ethiopia
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że krążek spodoba się fanom dotychczasowych dokonań Redhotów, w końcu to klimatyczna kontynuacja. Poza tym, słuchacze alternatywy, którzy nie mieli wcześniej styczność z tym zespołem (są w ogóle tacy?) raczej się nie zanudzą. Tylko osoby, które na prawdę gardzą alternatywą mogą olać ten krążek, cała reszta powinna przesłuchać go choćby z czystej ciekawości, może akurat coś podejdzie.
Red Hot Chili Peppers – The Adventures of Rain Dance Maggie
I’m with You nie zawiera tracków, które mogłyby zostać potencjalnymi klasykami – jest bardzo dobrze, to prawda, lecz do doskonałości, czy takiego Californiacation trochę brakuje. Nie zmienia to faktu, że doświadczenie i staż (może po prostu talent?) w branży sprawiły, że albumu słucha się całkiem dobrze, powiedziałbym nawet, że bardzo. Goście nie wiedzą co to monotonia.
Hip hop z nad Sekwany – inne spojrzenie na muzykę
Cokolwiek wypisywałyby gazety muzyczne, jedno jest pewne – Francja posiada najbardziej rozwiniętą scenę hip hopową w Europie. W rankingu światowym plasuje się na drugim miejscu – zaraz po USA. I chociaż media trąbią o rozrastającej się w błyskawicznym tempie scenie brytyjskiej, tudzież niemieckiej, pozycja Francuzów zdaje się być niezagrożona.
Autorzy książek poświęconych historii muzyki rap uparcie twierdzą, że hip hop w Europie zaistniał w połowie lat ’90, kiedy to upowszechniła się telewizja satelitarna, a co za tym idzie – rzesze nastolatków uzyskały dostęp do programów nadawanych przez stację MTV. A MTV, jakkolwiek komercyjna by nie była, w promocji hip hopu odegrała ogromną, jak najbardziej pozytywną, rolę.
Manau – La Confession
Tak się składa, że w tym czasie, na który według rzekomych znawców przypadać miały narodziny europejskiego rapu, gatunek ten we Francji miał już bardzo stabilną pozycję – i to od dłuższego czasu.
Hip hop po raz pierwszy we Francji pojawił się w 1979 roku, kiedy to gatunek ten zaczął odnosić zakrojony na szeroką skalę sukces w USA (a to za sprawą kawałka ”Rapper’s Delight”). Zaczęło się od skromnych audycji radiowych, które nadawały muzykę rap. Popularność, jaką zyskały, skłoniła samozwańczych DJ-ów do stworzenia stacji radiowych, które skupić miały się tylko na hip hopie.
Udało się. W 1982 roku liczba takich stacji radiowych była już znaczna. Były one bardzo chętnie słuchane, co pomogło wielu obecnym gwiazdom zaistnieć na rynku. Jako DJ-e radiowi zaczynali Rapper Dapper Snapper czy legendarny Dj Dee Nasty. Jeszcze w tym samym roku w Paryżu odbył się pierwszy w Europie koncert hip hopowy, na którym pojawiły się największe ówczesne, a dziś należące do panteonu hip hopu gwiazdy. Wystąpili więc między innymi Afrika Bambaataa, Grandmixer DST, Fab 5 Freddy, Mr Freeze oraz Rock Steady Crew. Koncert ten okazał się przełomem. Zdaje się, że uświadomił młodym Francuzom, że oni też mogą to robić. I zrobili.
Pierwszym francuskim raperem, który odniósł sukces przez duże S był MC Solaar, pochodzący z Senegalu. Do Francji przeprowadził się w 1970 roku, a w1991 zaliczył bardzo udany debiut za sprawą singla „Qui sème le vent récolte le tempo „. Piosenka długo utrzymywała się na szczytach list przebojów i zapowiadała grube lata dla wykonawców niedawno odkrytej muzyki. Warto wspomnieć, że Solaar był też pierwszym francuskim raperem, którego album pokrył się platyną.

MC Solaar \”Nouveau Western\”
MC SOLAR – Da Vinci Claude
Solaar’a można nazwać ojcem jednego z dwóch głównych nurtów we francuskim hip hopie. Mamy hip hop lekki i melodyjny, i właśnie ten prezentuje wspomniany raper. Mamy też hardcore, którego czołowymi wykonawcami są Assasin, Iron Sy, NTM, La Brigade czy Joey Starr.
Zespoły hip hopowe jak i solowi artyści zaczęli pojawiać się na scenie jak grzyby po deszczu. Niestety wielu wykonawców bezmyślnie kopiowało amerykański styl. Kolejny przełom zapowiadało wydanie płyty „L’école du Micro d’Argent” IAM-u. IAM to dziś legenda, ikona, czołowy francuski skład porównywany do Wu-Tang Clanu. Trzonem zespołu są Akhenaton, Kheops i Shurik’n.
W 2000 roku, kiedy to rozpadł się jeden z najpopularniejszych składów – NTM, zauważalne już były ogromne różnice, które ukształotowały się we francuskim hip hopie – różnice, które czynią go tak bardzo odmiennym od amerykańskiej szkoły, mimo, że to na niej początkowo się wzorowano.
I tak podczas kiedy amerykański hip hop „umarł”, jak określił to Nas, za sprawą papki serwowanej przez raperów, górnolotnie nazywanej muzyką, Francuzi trzymają się mainstreamu. „Bling bling” pojawia się w znikomych ilościach (mam nadzieję, że wiecie co pod tym terminem mam na myśli), raperzy wydają się być bardziej wrażliwi społecznie, teledyski nie kipią od seksu (choć i takie się zdarzają, ale to rzadkość). Większość z nich to szaleni indywidualiści. I chwała im za to.
Francuska scena koncentruje się wokół dwóch największych metropolii: Paryża i Marsylii. To tam rezydują sztandarowi wykonawcy. Warto dodać, że większość z nich to imigranci, którzy do Francji przybyli w wieku kilkunastu lat. Przykładem jest wspomniany MC Solaar, Akhenaton, który pochodzi z Włoch, Diam’s z Cypru, Acid (La Brigade) z Senegalu.
Wielu z nich takie oszałamiające kariery nawet się nie śniły, stały się za to wybawieniem od życia w LHM-ach (odpowiedniki naszych „blokowisk”, z tym, że we Francji w eleszemach cisną się imigranci. Cisną – bo warunki w nich panujące pozostawiają wiele do życzenia). – Wiesz, kiedy przyjechałem do Francji nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę sławny. Że będę robił muzykę. Myślałem, że będziemy klepać biedę, ale że będzie chociaż co jeść. – słyszę od 31-letniego dziś Acida, chyba najbardziej charakterystycznego członka La Brigade. – A teraz popatrz na mnie – mówi dumnie – miliony sprzedanych płyt, nie zliczę nawet, ile koncertów. No i solówka, powrót do korzeni. Nie interesuje mnie to, że im [dziennikarzom] się nie podoba. Jestem już ustawiony w życiu, teraz robię swoje.
La Fouine – Ca Fait Mal
Surowo brzmiąca „Antithese” od niedawna gości na półkach francuskich sklepów muzycznych.
Jeśli spytać się Tisa, mało jeszcze znanego, za to bardzo oryginalnego artystę, kogo najchętniej słucha spośród rodaków, nie sposób opanować zaskoczenia. – Nie słucham nikogo z nich – wypala z rozbrajającą szczerością. – W sumie to czasami sobie puszczę jakiś tam kawałek, ale fanem nie jestem. Mam na to swój pogląd i tego się trzymam.
Faktycznie, Tis to chodząca indywidualność. W niespotykany sposób łączy bardzo klasyczny rap i reagge. Zapytany o plany na przyszłość odpowiada, że w najbliższym czasie wyprowadza się do Londynu. – Fascynuje mnie grime, Londyn to chyba miejsce dla mnie. – mówi. – Co prawda jestem gdzieś tak w połowie pracy nad płytką, ale wydam ją już nie tutaj [w Paryżu]. Trudno, najwyżej przerobię teksty na angielski.
Optymizm i szczerość tego człowieka sprawiają, że naprawdę chce się z nim przebywać. Osobiście wróżę mu ogromny sukces. Tis dał się poznać też za sprawą swojego specyficznego poczucia humoru. W połowie 2006 roku na swoim profilu na MySpace umieścił informację „Tis Is Dead”, zmienił też szablon na bardzo „grobowy”. Podobną informację umieścił na swojej oficjalnej stronie. Wszyscy uwierzyli, a dopiero po jakimś miesiącu Tisfu „zmartwychwstał”.
Nieco bardziej radykalne spojrzenie na hip hop ma Iron Sy. Kto oglądał „13 Dzielnicę”, ten na pewno kojarzy tego pana – to on nagrał piosenkę „Resistant”, którą w filmie możemy usłyszeć.
Iron Sy – Resistant
Diam\’s – Enfants Du Désert
Keny Arkana – De l\’opéra à la plaine 2
Rap francuski w Polsce to wciąż muzyka dla koneserów. Szkoda, że nie jest bardziej popularny, bo to majstersztyk składać rymy w tak trudnym języku. Ale kiedy już się uda, brzmi pięknie.
Keny Arkana – Marseille
Keny Arkana – Victoria
Wiedźmin 2: wersja 2.0
Łatka pojawi się w czwartek 29 września, czyli już za dwa dni. Aktualizacja jest oczywiście darmowa, a pobierze się automatycznie po uruchomieniu launchera. A co zmieni? Masę rzeczy, czego dowodem jest ta długaśna lista poprawek, którą znajdziecie poniżej. Miłej lektury:
Arena
Arena jest zupełnie nowym trybem rozgrywki, niezależnym od fabuły Wiedźmina 2. Bohater staje na ubitej ziemi, przeciw różnorodnym przeciwnikom i walczy z nimi na śmierć i życie. Prócz złota i cennych przedmiotów otrzymywanych za pokonanie wrogów, gracz dostaje również punkty, które pozwalają porównać osiągnięcia z innymi entuzjastami krwawego sportu na całym świecie. Na arenie czekają nie tylko wyzwania, ale i kompani. Za umiarkowaną opłatą, dołączają do bohatera, by wspomóc go w najtrudniejszych walkach.
Samouczek
Samouczek jest krótką przygodą, w czasie której gracz ma możliwość zapoznania się z mechanizmami gry. Kierując poczynaniami Geralta ratuje życie Eryka z Przeprawy i krok po kroku uczy się sterowania, podstaw walki, warzenia i używania eliksirów. Samouczek wyznacza coraz to nowe zadania, a po ich zakończeniu sugeruje poziom trudności grania w Wiedźmina 2, adekwatny do umiejętności gracza.
Mroczny poziom trudności:
Mroczny poziom trudności jest najbardziej wymagającym trybem grania w Wiedźmina 2, w którym każdy przeciwnik stanowi wielkie wyzwanie. Rozszerzenie nie tylko podnosi poprzeczkę trudności – dodatkowo oferuje nowe, połączone ponurą legendą zestawy przedmiotów. Rynsztunki Świętokradcy, Wiarołomcy oraz Bratobójcy dają dużą przewagę nad wrogami, a gdy są skompletowane, należące do nich miecze wysysają z przeciwników żywotność i dodają ją wiedźminowi. Jednak dopóki Geralt nie zbierze wszystkich elementów danego rynsztunku, przeklęte miecze będą zabierały mu żywotność bez żadnych profitów.
Ulepszenia i poprawki walki:
• Wprowadzono dużą liczbę poprawek w systemie doboru przeciwników.
• Można parować bez ograniczeń (nawet nie mając wigoru). Blokowanie ciosów jednak nie eliminuje całości obrażeń (maksimum 50% redukcji po wykupieniu odpowiedniej zdolności).
• Poprawiono responsywność przycisków po uniku. Można natychmiast rzucać Znaki, parować oraz atakować.
• Wyeliminowano przerywanie ataków Geralta. Ataki są kontynuowane pomimo trafień ze strony przeciwników.
• Odebrano przeciwnikom możliwość nieustannego atakowania Geralta po jego powaleniu na ziemię. Po przewróceniu, Geralt wstaje sprawniej unikając kolejnych ataków oraz nie może być powalony dwa razy w krótkim odstępie.
• Geralt nie atakuje już przeciwników znajdujących się za innymi wrogami, stojącymi bliżej.
• Poprawiono wybieranie celu podczas walki – preferowany jest cel, który wcześniej został zaznaczony.
• Poprawiono wybieranie celu podczas walki – preferowany jest przeciwnik z nałożonym efektem krytycznym, umożliwiającym wykonanie ciosu kończącego.
• Wyeliminowano dwa dodatkowe kroki Geralta po wykonaniu ataku z wciśniętym przyciskiem poruszania się.
• Ataki są kontynuowane nawet przy trzymanym przycisku kontrolującym ruch Geralta (np. W, S, A lub D na klawiaturze).
• Ataki są kontynuowane przy naciśnięciu przycisku ataku tuż po zadaniu ostatniego ciosu animacji.
• Geralt może wykonać obrót o 180 stopni od razu po zakończeniu ataku.
• Poprawiono ogólną responsywność przycisków. Wyeliminowano konieczność wciskania przycisków dwa lub więcej razy, by wykonać daną akcję.
• Poprawiono ataki z dystansu. Geralt poprawnie atakuje przeciwników z dystansu (doskok z mieczem przy szybkim ciosie), gdy stoją w odpowiedniej odległości.
Inne poprawki w wersji 2.0:
• Wyeliminowano blokadę przycisków po rzuceniu kilku petard.
• Dodano możliwość ustawienia w narzędziu konfiguracyjnym formatu obrazu niezależnie od rozdzielczości.
• Zmniejszono ilość przestrzeni dyskowej wymaganej do aktualizowania gry.
• Wyeliminowano przypadki zawieszania się gry podczas wczytywania niektórych stanów gry z Wiedźmina 1.
• Dodano więcej potworów do jaskini przed Loc Muine.
• Poprawiono sposób i częstotliwość pojawiania się potworów we mgle w akcie drugim.
• Poprawiono błąd polegający na przedwczesnym zanikaniu efektu wizualnego towarzyszącego wykorzystaniu Adrenaliny.
• Łucznicy sprawniej dobywają miecza, gdy się do nich zbliżamy.
• Zmniejszono częstotliwość wykorzystywania tarczy przez magów, gdy rzucamy w nich sztyletami.
• Gra jest pauzowana podczas wykonywania ciosów kończących na przeciwnikach.
• Wyeliminowano problemy związane z atakowaniem trolla w akcie drugim.
• Poprawiono fizykę sztyletów do rzucania.
• Celownik do rzucania nożem jest bardziej widoczny.
• Poprawiono animację śmierci Geralta, gdy ten ginie podczas rzucania znaku Axii.
• Naprawiono lukę w walce z Letho. Tego przeciwnika nie można już zabić serią rzucanych petard.
• Poprawiono lukę w trybie ‘Nagła śmierć’, przy którym niemożliwe jest wczytywanie zapisanych stanów gry.
• Poprawiono ustawienia kamery w walce z kejranem.
• Poprawiono sterowanie kamerą z użyciem gamepada.
• Poprawiono wybrane statystki mutagenów.
• Poprawiono działanie filtru ‘Rupiecie’ w ekwipunku Geralta.
• Poprawiono okienko w ekwipunku Geralta informujące o niedozwolonej czynności.
• Wprowadzono poprawki w informacjach wyświetlanych na mini-mapie w akcie pierwszym.
• Wprowadzono liczne poprawki do balansu dźwięku w grze.
• Poprawiono sposób teleportowania postaci podczas mini-gier.
• Poprawiono animacje nekkerów.
• Wprowadzono poprawki do zadania ‘Zapach kadzideł’.
• Wprowadzono liczne poprawki do lip-syncu w grze.
Red Orchestra 2: Bohaterowie Stalingradu – twardziele walczą do końca
Powietrze wypełniają piekielne wycia nurkujących Sztukasów, grzmoty artylerii przeciwlotniczej i ognia artyleryjskiego, ryk silników i chrzęst gąsienic czołgów, jazgot wyrzutni organów Stalina, terkot kaemów wzdłuz całej linii frontu. Przez cały ten czas czuje się żar płonącego miasta. Krzyki rannych poruszają ludzi najbardziej. Jest to nieludzki odgłos, jak monotonne wycia cierpiącego męki dzikiego zwierzęcia. Antony Beevor Stalingrad
Red Orchestra 2: Heroes of Stalingrad Multiplayer Trailer
Tak wałśnie zapowiada się druga część kultowej sieciowej strzelanki osadzonej w realiach II wojny światowejRed Orchestra 2: Bohaterowie Stalingradu . Tym razem twórcy przygotowali również kampanię solową i specjalny tryb kooperacji
Heroes of Stalingrad to połączenie ciekawej kampanii solowej z rozbudowanym trybem rozgrywki sieciowej. Szereg misji dla pojedynczego gracza przedstawia, jak sama nazwa wskazuje, bitwę o Stalingrad. Co ciekawe, została ona ukazana z perspektywy obu frakcji. Walczymy zarówno po stronie niemieckiej i rosyjskiej, poznając operacje militarne przeprowadzane od lipca 1942 do lutego 1943. Oprócz tego dodano kooperatywny tryb Skirmish, w którym maksymalnie dziesięcioro graczy zmaga się z przeciwnikami prowadzonymi przez sztuczną inteligencję. Red Orchestra 2 oferuje spory wybór różnorodnych trybów zabawy. Powrócił znany z części pierwszej Territory, w którym naszym zadaniem jest wykonywanie konkretnych zadań polegających na atakowaniu lub bronieniu określonych miejsc. Towarzyszą mu – klasyczny drużynowy Deathmatch w postaci Firefighta oraz Countdown, gdzie również realizujemy odgórnie przydzielone rozkazy, ale na ich wykonanie dostajemy ograniczoną ilość czasu i żyć. Najbardziej ambitnym trybem jest wieloosobowa kampania. Dwie drużyny graczy toczą wtedy wojnę o mapę podzieloną na dziesięć sektorów i zdobycie każdego wymaga wygrania oddzielnego meczu.
Oczkiem w głowie twórców jest realizm. W grze obecne są takie elementy jak opatrywanie ran czy rozbudowana fizyka lotu pocisków, która bierze pod uwagę ich opadanie wraz z pokonywanym dystansem. Wprowadzony został system osłon, ale jednocześnie podczas korzystania z niego cały czas oglądamy akcję z perspektywy pierwszej osoby. Wśród nowości wymienić można jeszcze wydawanie rozkazów oddziałom oraz sieciowe statystyki, dzięki którym gracze mogą śledzić swoje postępy. Warto podkreślić również bardziej wyważony poziom trudności. Postanowiono dać szansę także mniej zaawansowanym miłośnikom strzelanek, przedstawiając bardziej przystępne wprowadzenie. Sporą atrakcją jest ponadto możliwość pokierowania potężnymi czołgami. Również w tym wypadku postawiono na realizm i sterowanie przypomina bardziej symulator niż grę FPS. We wnętrzu pancernego giganta znajduje się cała załoga, a utrata jednego z jej członków bardzo negatywnie odbija się na potencjale bojowym całej maszyny.
Podczas zabawy zwiedzamy wiele bunkrów, budynków, stacji kolejowych i wykorzystujemy mnóstwo realistycznie odwzorowanego sprzętu. Gra wykorzystuje potencjał silnika Unreal Engine 3, dzięki czemu lokacje i modele prezentują się świetnie.
Red Orchestra 2 Heroes of Stalingrad German Gameplay
Na tę chwilę „Red Orchestra 2” jest grą niedokończoną. Wszystko jest na miejscu, ale brakuje ostatnich szlifów i praktycznie z każdego kąta wyzierają błędy i niedoróbki. A to gra się wykłada w czasie ładowania map, a to nie zlicza statystyk po meczu, a to nie pozwala odradzać się na dowódcy drużyny. Nie są to na szczęście problemy przyprawiające o ból głowy i uniemożliwiające zabawę, ale ich obecność należy odnotować i mieć nadzieję, że twórcy szybko je naprawią. Od momentu premiery gra została już poprawiona dwa razy, za pomocą kolejnych łatek, tempo więc mają iście stachanowskie i za kilka tygodni wszystko powinno działać jak w zegarku.
No dobrze, ale jak się gra? Znakomicie… od momentu, w którym się zrozumie, że to nie jest gra dla „Rambo”, w której biegnie się radośnie przed siebie i sieje kulami na lewo i prawo. „Red Orchestra 2” nie stawia na dynamizm, a wręcz przeciwnie, zachęca do grania spokojnego i przemyślanego. Zajęcie kluczowej pozycji i przygotowanie sobie pola ostrzału jest ważniejsze niż dobra koordynacja ręka-oko. Tutaj przede wszystkim trzeba myśleć, dobrze znać mapy i współpracować w ramach drużyny. A także, co najważniejsze, umiejętnie korzystać z osłon. System „przyklejania się” do ścian, murów i różnych innych obiektów, a następnie wychylania się zza nich w celu oddania strzału, przy pierwszym kontakcie z grą uznałam za skomplikowany i nadmiernie rozbudowany. Wystarczyło jednak chwilę dłużej pograć, by korzystanie z niego stało się intuicyjne i wygodne do tego stopnia, że teraz wydaje mi się, że w każdej grze tego typu tak to powinno wyglądać. I tak jest prawie ze wszystkimi aspektami rozgrywki, włącznie z rozbudowanym i przyprawiającym o drżenie serca kierowaniem czołgami. Im dłużej się gra, tym wyraźniej się widzi, jak są dogłębnie przemyślane i chyba najlepsze z możliwych. Już po kilkunastu godzinach spędzonych z „Red Orchestra 2” na inne sieciowe strzelanki będzie się patrzyło z lekkim politowaniem i pogardą, jak na proste zabawki dla dzieci, głupiutkie i kolorowe…
Red Orchestra 2 Heroes of Stalingrad Russian Gameplay
Choć akurat w kwestii kolorów, czyli oprawy graficznej, „Red Orchestra 2” nie musi się niczego wstydzić. Wygląda znakomicie i, co także ważne, wiele map, takich jak na przykład dom Pawłowa, to wierne kopie faktycznych stalingradzkich lokacji, które autorzy odwiedzili, wymierzyli, sfotografowali, a następnie przenieśli do gry. Choć twórcom zabrakło pieniędzy na fajerwerki efektów specjalnych oraz model fizyczny pozwalający niszczyć otoczenie, jak w ostatnich grach z serii „Battlefield”, to i tak wizualnie „Red Orchestra 2” jest bardzo sugestywna i ma świetny klimat, wzbogacany jeszcze doskonałym udźwiękowieniem. Wystrzały, wybuchy, a zwłaszcza bardzo zróżnicowane okrzyki żołnierzy robią niesamowite wrażenie. Tylko polski dubbing mi się nie podoba, bo wypada trochę sztucznie i łamie ten cały klimat. Na szczęście gra jest powiązana z systemem Steam, dzięki czemu można w dowolnej chwili zmienić wersję na oryginalną angielską, o wiele lepszą, jeśli oczywiście zna się przynajmniej podstawy tego języka.
Podsumowując, „Red Orchestra 2” to nietypowa, trudna w odbiorze pozycja, która jednak za czas włożony w naukę grania odpłaca nam rozgrywką o wyjątkowej jakości. Drugiej takiej nie ma i w porównaniu do reszty konkurencji gra studia Tripwire Interactive wydaje się być żołnierzem z jednostki specjalnej postawionym w jednym szeregu ze zwykłymi poborowymi. Oni też mają broń i też mogą z niej strzelać, ale ten specjalny robi to trzy razy lepiej niż wszyscy pozostali razem wzięci. Tyle, że musiał się w tym celu morderczo szkolić przez kilka lat. I tak samo jest z tą grą. Wiele wymaga, ale też wiele daje.
R.U.S.E.
Gatunek RTS-ów trochę przez ostatnie lata skostniał. Nawet największy gigant wśród gigantów – czyli StarCraft II – choć świetny, to nie pokazał niczego nowego. Jednak za sprawą R.U.S.E. nareszcie mamy jakiś powiew świeżości!
R.U.S.E. Exclusive Trailer
Nie dziwcie się, że narzekam, bo w końcu ileż można stawiać budynki, rekrutować jednostki, wysyłać je do walki, stawiać budynki, rekrutować jednostki… i tak w kółko. Ten schemat jest esencją gier strategicznych i w StarCrafcie po 13 latach przerwy sprawdził się równie doskonale, jak za pierwszym razem, ale chciałem wreszcie spróbować czegoś nowego. Taką możliwość dał mi niewątpliwie R.U.S.E.
Co jest w nim takiego świeżego? To, co występuje już w samej nazwie – czyli fortele (tłumacząc z angielskiego, „ruse” to właśnie fortel tudzież podstęp). To właśnie na nich opiera się rozgrywka w R.U.S.E. Nie ma tutaj więc klasycznego „zbuduj, rekrutuj, zaatakuj”, bo aby zwyciężyć, musisz wykopać trochę dołków pod wrogiem.
Akcja R.U.S.E. ma miejsce w okresie drugiej wojny światowej. Wcielasz się w dowódcę stojącego po stronie amerykańskiej pułkownika Joe Sheridana i bierzesz udział w kampanii składającej się z kilkudziesięciu misji (jest też multiplayer, o którym później). W jej trakcie zawitasz w miejscach, w których toczyły się charakterystyczne działania podczas największego konfliktu w dziejach ludzkości, takie jak Monte Cassino, Normandia (słynne D-Day) czy Tunezja.
RUSE Gameplay Trailer (Rate This Game)
Wszystkie bitwy i działania zostały ze sobą połączone fabularnie. Scenariusz opowiada o szpiegu działającym po stronie Sheridana i pomagającym Aliantom w odniesieniu sukcesu w tej wojnie. Jednak o opowiedzianej w R.U.S.E. historii nie ma się co rozpisywać, bo została ona tutaj trochę zaniedbana (albo zwyczajnie nieumiejętnie napisana i wdrożona). Skupmy się więc na rzeczy, która jest tutaj o wiele ważniejsza, czyli na samej rozgrywce.
W tej nie brakuje elementów, które znamy z większości RTS-ów, lecz nie ma co narzekać, bo chyba nie byłoby żadnej wojennej strategii czasu rzeczywistego, w którym nie zarządzalibyśmy bazami czy wojskiem. A więc masz tutaj za zadanie rozbudować infrastrukturę, rekrutować i konstruować jednostki, a także dbać o dostawy surowców z punktów zaopatrzenia. Podczas pierwszych misji poznajesz grę – przede wszystkim dowiadujesz się o funkcjonalności poszczególnych rodzajów piechoty czy pojazdów (mocne strony jednostek, ich wady itp.).

Podczas kampanii bierzesz udział w najróżniejszych misjach. W większości z nich musisz po prostu zniszczyć przeciwnika, lecz drogi do osiągnięcia tego celu mogą być różne. Czasem grasz w otwarte karty, czasem atakujesz z ukrycia, a jeszcze kiedy indziej otrzymujesz do dyspozycji ograniczoną liczbę jednostek i musisz sobie z tym radzić. W żadnym scenariuszu nie jest powiedziane, w jaki sposób masz działać – otrzymujesz pewną dowolność w wyborze środków. Jednak nieważne co wybierzesz, i tak musisz pamiętać o taktyce.
Przejdźmy wreszcie do tego, co w R.U.S.E. kręciło mnie w pierwszej chwili najbardziej, a więc do forteli. Jest ich tutaj cały wachlarz i każdy z nich wywołuje inny efekt, który może się utrzymywać krócej lub dłużej. Podzielić je można na ofensywne (wzmacniające twoje jednostki), defensywne (maskowanie się) oraz na tzw. zmyłki, które mogą nieco pomieszać szyki przeciwnikowi. Wśród podstępów znajdziesz np. blitz, zwiększający prędkość twoich jednostek na danym obszarze o połowę, ciszę radiową, pozwalającą ci na ukrycie oddziałów, czy dezinformację, powodującą, że wróg popełni błędy w rozstawieniu wojsk.
R.U.S.E Gameplay
Wprowadzenie podstępów przekłada się na rozgrywkę w subtelny, lecz niewątpliwie odczuwalny sposób. Gdyby nie one, to R.U.S.E. byłby kolejnym typowym RTS-em, a tak jest RTS-em, w którym o zwycięstwie nie decyduje tylko sprawność w zarządzaniu bazą i szybkość produkcji jednostek, ale także na umiejętnym dobraniu taktyk i forteli do panującej na polu bitwy sytuacji. Na pewno ci się to spodoba, jeśli lubisz myśleć (ale też nieobce są ci działania w szybkim tempie i pod presją, bo R.U.S.E. wymaga też takich umiejętności).
Jeśli taka forma zabawy ci się spodoba i uznasz, że jesteś gotowy na prawdziwe wyzwanie, czeka na ciebie tryb multiplayer, w którym niby gra się podobnie jak w kampanii dla pojedynczego gracza, ale jednak o wiele szybciej i co za tym idzie, trudniej się odnaleźć. Wprowadzony przez twórców wachlarz forteli sprawia, że rozgrywka jest nieprzewidywalna i jeśli tylko trafisz na odpowiednich przeciwników, to zabawy będziesz miał co nie miara.
R.U.S.E. pod względem audiowizualnym jest bardzo porządny. Wszystkie mapy są bogate w szczegóły i zróżnicowane – przyjdzie ci walczyć na pustyniach, w górach czy w okolicach średniowiecznych, zniszczonych zamków, często przy niesprzyjających warunkach pogodowych (burze, deszcze, opady śniegu). Na pochwałę zasługuje także opcja płynnego przybliżania i oddalania, której działanie przypomniała mi trochę Supreme Commandera, gdzie rozwiązano ją przecież doskonale. Stronie audio także nie można nic zarzucić, może poza doborem niektórych głosów bohaterów, ale to już moje subiektywne odczucie.
Po R.U.S.E. spodziewałem się czegoś więcej, ale mimo wszystko jest to całkiem dobra strategia czasu rzeczywistego, wzbogacona dodatkowo o aspekt, którego jeszcze nie mieliśmy w żadnej innej grze tego typu. Nie został on może w pełni wykorzystany (rola podstępów mogłaby być większa), jednak w dzisiejszych czasach każda dobrze wprowadzona nowość jest warta pochwały. Nawet dla samych forteli warto R.U.S.E. wypróbować. Żeby było bezpieczniej – na początek może demo.
RUSE: Gameplay
Wiedźminowska podkładka od Razera
Razer poinformował, że jedna z najbardziej znanych mat pod myszki Razer Goliathus zostanie wydana w limitowanej edycji z motywem gry Wiedźmin 2: Zabójcy Królów.
Podkładka jest ceniona przede wszystkim przez graczy, głównie za jej właściwości zwiększające szybkość i precyzję poruszania myszki. Odświeżona wersja została wzmocniona grubą, trwałą obwódką zapobiegającą strzępieniu się krawędzi myszki, co dodatkowo przedłuża jej żywotność.
„Jesteśmy bardzo zadowoleni z możliwości wprowadzenia na rynek maty Razer Goliathus Wiedźmin 2 Limitowana Edycja” – powiedział Bernard Hammond, dyrektor marketingu Razera na Europę. „Wiedźmin 2 to świetna gra i uznana na rynku marka, a my chcemy współpracować z najlepszymi w tej branży. Limitowana edycja Razer Goliathus to również nasz wyraz szacunku dla licznej społeczności fanów Razera w Polsce”.
Bardzo cieszymy się z faktu, że Wiedźmin 2 znalazł się na limitowanym wydaniu tej profesjonalnej maty dla graczy. Ponieważ sami jesteśmy zapalonymi graczami, dla nas to świetna okazja do zagrania w Wiedźmina 2 na świetnej jakości sprzęcie” – powiedział Tomasz Gop producent gry.
Powierzchnia Razer Goliathus Wiedźmin 2 Limitowana Edycja została opracowana pod kątem maksymalnej szybkości i przyspieszenia ruchów myszki, pozostawiając jednocześnie w rękach gracza świetną kontrolę nad akcją. Powoduje to, że pojedynki w grze Wiedźmin 2 są jeszcze szybsze, bardziej ekscytujące i spektakularne. Dzięki wzmocnionej obwódce wokół krawędzi maty, nawet najbardziej intensywne potyczki Geralta, nie doprowadzą do jej zniszczenia.
Sugerowana cena maty Razer Goliathus Wiedźmin 2 Limitowana Edycja to 79,90 PLN.
(Informacja prasowa)

















